niedziela, 30 września 2012

English Day No. 41

Myślę, że dojdę do 50 dnia (żeby było okrągło!) i zawieszę ten blog. Już się rozgościłam w UK, to już nie są English Days tylko moje nowe równoległe na chwilę życie; już wiem, where is Gazinku. Mam już trochę nowych znajomych i mam z kim spędzać czas, potrzeba wygadania się o moich przeżyciach stopniowo się zmniejsza. Zresztą tyle się dzieje, że nie nadążam z pisaniem... i mam w sumie więcej fajnych rzeczy do roboty, zamiast siedzieć przy kompie.

Moja dzielnia:


Jutro np. mamy znów spróbować pójść grać w tenisa, z Winem. Jeśli znowu pogoda nie przyatakuje. I chcę sobie jutro kupić wielki sweter, i kocyk, i ciepłe spodnie do biegania i grania. A potem umówiona jestem z Germanem znad Rzeki w jego fabryce. Mamy robić zdjęcia. Wspominał też coś o party..?

Pojutrze po południu spotykam się z Michałem i też będziemy robić zdjęcia. A w piątek z Thomasem! Którego poznałam na festiwalu w Gucy w Serbii kilka lat temu. Bardzo się cieszę na to spotkanie. I jeszcze mam zobaczyć się z Manuelem, którego nie widziałam tysiąc lat, i również będzie wspaniale znów się zobaczyć!

Myślę, że chciałabym zacząć chodzić na basen. Brakuje mi sportu, bieganie i pingpong raz w tygodniu to za mało!

A tu jeszcze chciałabym napisać o wystawie Haeterwicka, i o Tanks w Tate, i jeszcze o Designers In Residence w Muzeum Dizajnu... Ale już jestem zbyt śpiąca.

Myślę, że zawieszę mój blog prywatny, i założę kolejny blog, poświęcony fotografii w Londynie, i - okazjonalnie - modern art. No, i jeszcze powstanie strona projektu, z którym startuję. Tytuł roboczy- 2BLL / 2BLikeALondoner.

A tak wygląda mój przyjazny lokalny kościół w księżycową noc!


Dobrze, że go nie widzę z okna ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz