poniedziałek, 29 października 2012

Dzień z Guillaume

Dziś spędziłam popołudnie z Guillaume. Ugotował mi spaghetti i graliśmy na małym rozstrojonym pianinie, które stoi u niego w kuchni. Dobry, relaksujący dzień.

Guillaume zaskoczył mnie swoimi kompozycjami i improwizacjami. Pięknie gra. Mimo totalnego rozstrojenia pianina, i nie najlepszej jakości nagrania :) Zrobiłam ukradkiem, żeby go nie rozpraszać.


a tu G z przodu, jak mnie ogrywa w pingponga



A wracając od niego trafiłam na rosyjsko- ukraiński sklep w Elephant & Castle.. Można kupić keczupy Torczyn! I sało! I kiszone pomidory! I adżykę! I suszone kalmary! Wszystko można kupić :)

A co poza tym u mnie..? Szukam nowej pracy... I byłam w Brighton na PhotoBiennal z Henrym.. I na "Everything was moving" w Barbicanie z Adamem i Stuartem.. I były urodziny Zenyab.. i impreza halloween-owa w naszym domu... I zrobiliśmy super zdjęcia naszym sąsiadom ze Stuartem! Przykładowe zdjęcie z Halloween Photo Project by Siedlecka&Kay :)


czwartek, 18 października 2012

"i love" new london photo stuff

































Kolendra i limonka no i bank

Dziś ważny dzień w moim życiu - założyłam konto w banku :)
A nie jest to takie łatwe- na spotkanie musisz umówić się tydzień wcześniej, musisz mieć dowody- że pracujesz, rachunki z domu w którym mieszkasz, potwierdzenie adresu... Spotkanie trwało godzinę. Pytali, w jakim dniu zaczęłam pracę, co robię w wolnym czasie, i ile pieniędzy tygodniowo wydaję na jedzenie.Test zdałam pozytywnie, i oto jestem świeżym klientem Barclays Bank.

Oddałam dwie klisze do Snappiego, i za godzinę będzie świeży materiał, i drżę z niecierpliwości!

Zatracam się w smakach. Dużo tu limonki, kolendry, kwaśnego i aromatycznego.
Wczoraj na lunch zamówiłam sobie michę kremu marchewkowo - kolendrowego, który jest nieziemski! i mix sałat i pomidorów z francuskim dresingiem. Na kolację - humus kolendrowo- limonkowy, i humus paprykowy (ten pierwszy - wymiata).
A dziś zapędziłam się nieopatrznie do Sainsubergo, i zakupiłam składniki na dzisiejszy obiad: spaghetti, owoce morza (krewetki, małże, ostrygi i paluszki krabowe), i zamierzam zrobić sobie ucztę. Sos: śmietana, tarty dojrzewający cheddar, limonka, i świeża rzeżucha do posypania :) nie wiem co z tego wyjdzie ale nie mogę się doczekać!

I kupiłam sobie coleslaw z mango i chilli. I humus z grillowaną marchwią i kolendrą. I zieloną herbatę z mango i lychee... :)))

A wczoraj spotkałam się z Manuelem! Nie widzieliśmy się 9 lat. Nic się nie zmienił :) Pracuje w biurze tłumaczeń i ma bardzo fajnego chłopaka.

Wieczorem idziemy na lekcję salsy, jeśli Guillaume nie będzie zbyt zmęczony po pracy. Ja mam dziś wolne i wypoczywam. I wylizuję palcem resztki humusu z miseczki:)

piątek, 12 października 2012

Piątek z gitarą na naszym tarasie

James gra super piosenkę


Xebaz improwizuje


Boogie pięknie śpiewa



a Henry jest mistrzem



no i nie mogę zapomnieć, żeby wspomnieć, że wczoraj bylam ze Stuartem i Natalie i Adele na Micachu&The Shapes, i zapłonęłam dozgonną miłością do tej małej trójki...



wtorek, 9 października 2012

50 Angielski Dzień czyli jubileusz?

Trzeba być coś napisać, bo to 50 dzień i od jutra planuję przestać regularnie odwiedzać blog. Choć może zajrzę tu jeszcze czasem, jeśli poczuję potrzebę powiedzenia czegoś od siebie :)

Wczorajsze przeziębienie przegnałam pracą. I grzanym piwem z miodem i imbirem wczoraj wieczorem, które zrobiło w naszym domu błyskawiczną karierę (zwłaszcza, że większość ekipy spędzała ten zimny wieczór pod kocami na tarasie). Nikt z obecnych nie miał do czynienia do tej pory z takim wynalazkiem.

A dziś po pracy graliśmy z Guillaume i Winem w pingponga. Tym razem przegrałam z kretesem.

Odwiedziłam dziś po raz pierwszy polski sklep. Mam ich pięć między domem a metrem (a odległość ta to jakieś 20 minut spacerem), nie wiem ile kolejnych w inne strony, w każdym razie jest ich tu dużo. A złamałam swoje postanowienie nie odwiedzania polskich sklepów z powodu głębokiej potrzeby zakupu syropu malinowego:). I obaliłam przy okazji słowa Adama (że sklepy polskie to taka mała Polska w Londynie- wchodzisz i mówisz DZIEŃ DOBRY i wszyscy są Polakami). W moim polskim sklepie cała obsługa jest... indyjska. Pewnie dlatego, że cała dzielnica to "mały Bombaj"- nawet polski sklep jest indyjski.

Po pingpongu skoczyliśmy na szybkiego guinessa z Guillaumem do naszego ulubionego pubu, który w tłumaczeniu brzmi coś jak "Ptasie Gniazdo", i zdecydowaliśmy, że chcemy naprawdę nauczyć się salsy. Będziemy chodzić regularnie na lekcje. Jaram się :)

No i tak to u mnie wygląda. Wróciłam z pracy, rzucam okiem na pocztę - bloga - fejsbuk, zjadam pół paczki humusu z jalapeno :) i idę wziąć prysznic. Może jakieś film w livingroomie, albo bilard. Albo coś. Alb nic, tylko spać... zobaczymy :) Ściskam!

niedziela, 7 października 2012

English Day No. 48. O moim życiu tu i teraz- wreszcie zdjęcia!

Wywołane mam 6 klisz, więc mogę uchylić rąbka i pokazać troszkę mojego świata.

i love sushi snacks


moje łóżeczko i mój kwiatek :)

pingpongowe double z Liu-Winem i przypadkowo przechodzącym panem biznesmenem

Sai

koreańskie barbecue z Adamem

Guillaume, uczy mnie francuskiego i chodzimy na salsę

Win Lui

anonimowy przeciwnik ;)

Sławek i ipad

pani w sklepie

Blue London

Stefano

Southbank

Embankment Cafe

chief

chłopcy z Fabryki

park pod moim domem, mamy tęczę!

Boogi w naszym livingroomie, ogrywa mnie bezlitośnie w bilarda

urodziny Nury

Djulo się dobrze bawi na urodzinach:)

my też! :)

German Zwanik i jego prace, w pokoiku w fabryce

David Saunders pięknie gra nad Tamizą

moja stacja metra

Dane'a poznaliśmy w pubie. Nie wierzył, że jestem kobietą i piję Guinessa.

Maryleen, moja holenderska współlkatorka

Oni pomogli mi znaleźć pub, którego szukałam :)

londyńskie dziewczęta

radość, muzyka, miłość

MORE LONDON

londyńskie niebo pełne jest samolotów....

Lustro nad schodami w naszym domu. Codziennie rano widzę je, idąc o 7 do pracy :)


no, to tak kilka co ciekawszych zdjęć.. :)
o moim życiu tu i teraz, i tylko o tym.