piątek, 30 listopada 2012
wtorek, 27 listopada 2012
czwartek, 22 listopada 2012
notatka środkowo listopadowa
Zaczynam dziś pracę o 15, wstałam wcześnie, zjadłam mnóstwo czekolady i zabieram się za kawę.
Jestem już zdrowa. Czuję, że może już jutro - pojutrze będę wreszcie w stanie nawet iść na basen (i do łaźni! tratatata), i w weekend zrobić wyczekany tour po wystawach London Photomonth.
Cóż z nowości ... Napisała do mnie wczoraj Gabi, znajoma wizażystka z Krakowa. Dziś może uda się spotkać - miło będzie znów zobaczyć kogoś związanego z Krakowem i z Akademią Fotografii. Tak jak miło było spotkać Karola, który przyjechał na obrady jury Deutsche Borse photography prize 2013, w Photographers Gallery.
W Galerii - coraz bardziej domowo. W zeszły poniedziałek dość spontaniczne rozwinęła się impreza po godzinach, i dzień następny był miłym dniem zmęczonych uśmiechniętych twarzy, i rzucanych spojrzeń znaczących "tak, mam to samo".
Dziś mamy otwarty Przegląd Portfolio. Będę pracować, i to nawet dobrze, będę miała okazję podpatrzeć jak to tutaj wygląda i może uderzyć na przyszłomiesięczną edycję. Co do zdjęć - w przyszłym tygodniu wywołam kilka kolejnych klisz. Będzie trochę "nieleglanych" fotek ;) Czy je wrzucę- jeszcze nie wiem. No, i nie mogę być pewna czy wyjdą - trzy filmy temu ukochane Mju zaczęło zachowywać się dziwnie i wydaje jakieś inne dźwięki, mam nadzieję że to nic złego i że pracuje jak powinno. Szkoda by było żeby coś się stało- w końcu to nie mój aparat. Muszę kupić swój własny egzemplarz, tak się przywiązałam że ciężko by było mi teraz bez Mju.
A to, co chciałam jeszcze powiedzieć, to że chce mnie pewna niewielka amerykańska agencja z New York. Zatwierdzili już moją kandydaturę i przysłali umowę do podpisania. Przeanalizowałam warunki i wątpliwości z Adamem, z Henrym, z Jarkiem P. z AF.. i dziś z Robertem Hingleyem, wokalistą legendy amerykańskiego ska - The Toasters, który zobaczywszy mój post na FB poprosił o podesłanie umowy, i odesłał mi ją z komentarzami i objaśnieniami. Jejku jak to dobrze mieć przyjaciół na całym świecie. A przy okazji Rob zaprosił mnie na International Ska Festival w Lodnynie w marcu 2013, zapewniając że ma dla mnie photo pass... nie mogę się doczekać!!! :)
Tęsknię za Polską, za przyjaciółmi, mamy teraz wystawę końcoworoczną dyplomów w AF co mnie ominie i czego nie mogę przeżałować. Niestety bilety lotnicze w grudniu osiągają jakieś zawrotne ceny w związku ze świętami... Więc myślę o przylocie koniec stycznia - początek lutego. Odwiedzeniu Rodziny. I zrobieniu jakiejś imprezy w Krakowie - żeby spotkać tyle osób na raz ile się da- i w Częstochowie.
A my już mamy choinkę w Laings. Od tygodnia. Londyn... :)
Jestem już zdrowa. Czuję, że może już jutro - pojutrze będę wreszcie w stanie nawet iść na basen (i do łaźni! tratatata), i w weekend zrobić wyczekany tour po wystawach London Photomonth.
Cóż z nowości ... Napisała do mnie wczoraj Gabi, znajoma wizażystka z Krakowa. Dziś może uda się spotkać - miło będzie znów zobaczyć kogoś związanego z Krakowem i z Akademią Fotografii. Tak jak miło było spotkać Karola, który przyjechał na obrady jury Deutsche Borse photography prize 2013, w Photographers Gallery.
W Galerii - coraz bardziej domowo. W zeszły poniedziałek dość spontaniczne rozwinęła się impreza po godzinach, i dzień następny był miłym dniem zmęczonych uśmiechniętych twarzy, i rzucanych spojrzeń znaczących "tak, mam to samo".
Dziś mamy otwarty Przegląd Portfolio. Będę pracować, i to nawet dobrze, będę miała okazję podpatrzeć jak to tutaj wygląda i może uderzyć na przyszłomiesięczną edycję. Co do zdjęć - w przyszłym tygodniu wywołam kilka kolejnych klisz. Będzie trochę "nieleglanych" fotek ;) Czy je wrzucę- jeszcze nie wiem. No, i nie mogę być pewna czy wyjdą - trzy filmy temu ukochane Mju zaczęło zachowywać się dziwnie i wydaje jakieś inne dźwięki, mam nadzieję że to nic złego i że pracuje jak powinno. Szkoda by było żeby coś się stało- w końcu to nie mój aparat. Muszę kupić swój własny egzemplarz, tak się przywiązałam że ciężko by było mi teraz bez Mju.
A to, co chciałam jeszcze powiedzieć, to że chce mnie pewna niewielka amerykańska agencja z New York. Zatwierdzili już moją kandydaturę i przysłali umowę do podpisania. Przeanalizowałam warunki i wątpliwości z Adamem, z Henrym, z Jarkiem P. z AF.. i dziś z Robertem Hingleyem, wokalistą legendy amerykańskiego ska - The Toasters, który zobaczywszy mój post na FB poprosił o podesłanie umowy, i odesłał mi ją z komentarzami i objaśnieniami. Jejku jak to dobrze mieć przyjaciół na całym świecie. A przy okazji Rob zaprosił mnie na International Ska Festival w Lodnynie w marcu 2013, zapewniając że ma dla mnie photo pass... nie mogę się doczekać!!! :)
Tęsknię za Polską, za przyjaciółmi, mamy teraz wystawę końcoworoczną dyplomów w AF co mnie ominie i czego nie mogę przeżałować. Niestety bilety lotnicze w grudniu osiągają jakieś zawrotne ceny w związku ze świętami... Więc myślę o przylocie koniec stycznia - początek lutego. Odwiedzeniu Rodziny. I zrobieniu jakiejś imprezy w Krakowie - żeby spotkać tyle osób na raz ile się da- i w Częstochowie.
A my już mamy choinkę w Laings. Od tygodnia. Londyn... :)
niedziela, 18 listopada 2012
jesienny wieczór po słonecznym dniu
Moje życie w Londynie zaczyna być coraz bardziej realne i coraz więcej rzeczy związuje mnie z tym miejscem.
Więc pracuję w Photographers Gallery, mam nadzieję że na dłużej. Po prostu przyniosłam CV, i tak im przypadłam do gustu że oddzwonili jeszcze tego samego dnia. Pracuję zwykle z cudownym uśmiechniętym Bilałem z Amsterdamu, i z moim włoskim menadżerem Rafaelem. Mamy pyszne żarcie które dostaję kilogramami do domu (dzięki czemu wykarmić mogę 1/5 Laings;), i 33 procent zniżki na cały bookstore!
W pubie już chyba nie pracuję, cierpiałam na ostrą grypę w tym tygodniu i chyba mają już kogoś innego na moje miejsce bo nie da się z nimi skontaktować.
Jestem blondynką, znów byłam modelką dla SacoHair. Całkiem lubię moje nowe włoski :) A kilka dni temu spotkałam stylistę z Toni&Guy w metrze... Chce mnie wykorzystać do sesji zdjęciowej dla Welli w styczniu... ciekawe co z tego wyniknie :) Podobnie z chłopakiem Bilała, który ma swój salon Daniel Mikhael w okolicach Oxford Street, też coś wspominał że chciałby ze mną pracować.. co oni widzą wszyscy w moich włosach? :)
Cóż, dodać może wypadałoby, że również moje życie osobiste zaczyna być coraz bardziej ustatkowane i związane z Londynem... a raczej z jednym z mieszkańców Londynu. Czuję że dojrzałam do pewnych zmian w postrzeganiu swoich potrzeb i międzyludzkich relacji. Ale by nie zapeszać, na tym skończę.
Wczoraj były urodziny Ricarda. Pojechaliśmy co klubu Chicago, z salą luster, i dwoma parkietami, gdzie puszczali sztuczny śnieg z sufitu i gdzie była podświetlana kolorowa podłoga która gaśnie i się zapala w zależności od tego gdzie staniesz. Pojechał chyba cały dom. Zajęliśmy całe piętro autobusu i pół drogi śpiewaliśmy HappyBirthday. Uwielbiam LaingsCorner Team :)
A tu jeszcze fotka z Halloween;)
środa, 14 listopada 2012
sobota, 10 listopada 2012
song
Ostatnio tyle się działo, nawet nie mam kiedy pisać o tym wszystkim.
Praca w Photographers Gallery, fucha w lokalnym irish pub czyli RumbleInn, parę nowych wystaw o których piszę na równoległym blogu (blogsiedleckiej.blogspot.co.uk). W skrócie- zarabiam dużo więcej, pracuję dużo mniej, i mam wreszcie czas dla siebie :)
Dwa dni temu spędziłam całe dopołudnie u Juliana w pracy - czyli godzina na siłowni, dwie godziny na basenie, w jacuzzi, saunie i łaźni parowej, i lunch - sushi. Piątek minął mi na przyjemnościach i lunchu z Guillaume, a dziś chilloutowaliśmy się z Henrym i z gitarą. Wieczorem spotkałam Karola, którego nie widziałam długo długo, zjedliśmy na Borough Market i posiedzieliśmy nad Tamizą. i zakończyłam wieczór w moim przytulnym pubie, z nagle chorym gardłem i HotToddym na dobranoc. Mam nadzieję że dojdę do siebie, bo jutro... Gallery :)
Ach, jest mnóstwo rzeczy o których chciałabym napisać. Może jutro wreszcie do tego siądę.
wtorek, 6 listopada 2012
grażynka blondynka
nowa fryzurka by Richard Ashforth :)
wrzucę jakieś lepsze zdjęcie, jak zdobędę! na razie musi wystarczyć.
wrzucę jakieś lepsze zdjęcie, jak zdobędę! na razie musi wystarczyć.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)









