niedziela, 18 listopada 2012

jesienny wieczór po słonecznym dniu

Moje życie w Londynie zaczyna być coraz bardziej realne i coraz więcej rzeczy związuje mnie z tym miejscem.

Więc pracuję w Photographers Gallery, mam nadzieję że na dłużej. Po prostu przyniosłam CV, i tak im przypadłam do gustu że oddzwonili jeszcze tego samego dnia. Pracuję zwykle z cudownym uśmiechniętym Bilałem z Amsterdamu, i z moim włoskim menadżerem Rafaelem. Mamy pyszne żarcie które dostaję kilogramami do domu (dzięki czemu wykarmić mogę 1/5 Laings;), i 33 procent zniżki na cały bookstore!

W pubie już chyba nie pracuję, cierpiałam na ostrą grypę w tym tygodniu i chyba mają już kogoś innego na moje miejsce bo nie da się z nimi skontaktować. 

Jestem blondynką, znów byłam modelką dla SacoHair. Całkiem lubię moje nowe włoski :) A kilka dni temu spotkałam stylistę z Toni&Guy w metrze... Chce mnie wykorzystać do sesji zdjęciowej dla Welli w styczniu... ciekawe co z tego wyniknie :) Podobnie z chłopakiem Bilała, który ma swój salon Daniel Mikhael w okolicach Oxford Street, też coś wspominał że chciałby ze mną pracować.. co oni widzą wszyscy w moich włosach? :)

Cóż, dodać może wypadałoby, że również moje życie osobiste zaczyna być coraz bardziej ustatkowane i związane z Londynem... a raczej z jednym z mieszkańców Londynu. Czuję że dojrzałam do pewnych zmian w postrzeganiu swoich potrzeb i międzyludzkich relacji. Ale by nie zapeszać, na tym skończę.

Wczoraj były urodziny Ricarda. Pojechaliśmy co klubu Chicago, z salą luster, i dwoma parkietami, gdzie puszczali sztuczny śnieg z sufitu i gdzie była podświetlana kolorowa podłoga która gaśnie i się zapala w zależności od tego gdzie staniesz. Pojechał chyba cały dom. Zajęliśmy całe piętro autobusu i pół drogi śpiewaliśmy HappyBirthday. Uwielbiam LaingsCorner Team :)

A tu jeszcze fotka z Halloween;)


i ja dziś o poranku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz