sobota, 10 listopada 2012

song

Ostatnio tyle się działo, nawet nie mam kiedy pisać o tym wszystkim.

Praca w Photographers Gallery, fucha w lokalnym irish pub czyli RumbleInn, parę nowych wystaw o których piszę na równoległym blogu (blogsiedleckiej.blogspot.co.uk). W skrócie- zarabiam dużo więcej, pracuję dużo mniej, i mam wreszcie czas dla siebie :)

Dwa dni temu spędziłam całe dopołudnie u Juliana w pracy - czyli godzina na siłowni, dwie godziny na basenie, w jacuzzi, saunie i łaźni parowej, i lunch - sushi. Piątek minął mi na przyjemnościach i lunchu z Guillaume, a dziś chilloutowaliśmy się z Henrym i z gitarą. Wieczorem spotkałam Karola, którego nie widziałam długo długo, zjedliśmy na Borough Market i posiedzieliśmy nad Tamizą. i zakończyłam wieczór w moim przytulnym pubie, z nagle chorym gardłem i HotToddym na dobranoc. Mam nadzieję że dojdę do siebie, bo jutro... Gallery :)

Ach, jest mnóstwo rzeczy o których chciałabym napisać. Może jutro wreszcie do tego siądę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz