Wciąż nie mam kiedy na spokojnie napisać o wszystkim, co się dzieje.
Ale czekają mnie trzy dni OFF, postaram się nadrobić.
Przed chwilą poznałam moją nową współlokatorkę. Ma na imię Marleen, i jest z Holandii, nie z Francji, jak myślałam. Jest strasznie wygadana i wesoła.
Dziś jak zwykle - z przygodami. Wypilśmy piwo po pracy, na pożegnanie chłopców, wracają do kraju w środę. A potem poszłam z Guillaume na nocne wędrówki. Zwiedziliśmy kawałek miasta, zobaczyliśmy jakiś dziwny performace z półnangim facetem i piłą motorową na Covered Gardens, poznaliśmy Dane'a (ale o nim- kiedy wywołam kliszę), potem parę innych miejsc. Guilluame próbował uczyć mnie francuskiego. Już kiedyś się uczyłam, ale dużo zapomniałam. Viens, et prends un cou!
A oto ja i Guillaume - w tzw pipie
a na tym zdjęciu - JESTEŚMY TUTAJ
Nie poszliśmy w końcu do klubu z salsą, nie byliśmy odpowiednio ubrani. Ale tańczyliśmy salsę na ulicy. Niestety tylko przez chwilę, bo nie był akurat muzyki.
Właśnie: what made my day- szliśmy jakąś wąską nieznaną uliczka, i usłyszeliśmy interesujące dźwięki. Po prawej były otwarte drzwi, i od razu schody prowadzące na dół, a stamtąd dochodziła muzyka. Bez zastanowienia zeszlismy. Na dole była mała sala. Tańczyły trzy pary. Pan powiedział nam, że to szkoła tańca tanga, że to zamknięte i że już jest po zajęciach i tylko kursanci sobie tańczą. Ale nagle pojawiła się kobieta, wzięła mnie za rękę i powiedziała, że pokaże mi, jak tańczyć. Wyciągnęła mnie na parkiet.
Spędziłyśmy pół godziny, tańcząc. Powiedziała, że jestem bardzo zdolna, i że kroki, które od razu załapałam, niektórzy przyswajają miesiącami. Czyli może coś ten taniec brzucha mi dał!:) Rzeczywiście, sama byłam zaskoczona jak lekko to idzie, i jak przyjemnie jest płynąć po parkiecie z ta ciemnowłosą kobietą. Zastanawiam się, czy nie wrócić tam. Choć nawet nie wiem gdzie to było, po prostu szwendaliśmy się w ciemno. Może by tak... zacząć przygodę z tangiem?
tango-federico
taki adres napisano mi na kartce.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz