wtorek, 25 września 2012

English Days No. 35&36. Włosy, żarcie i piękny Konduktor.

Wczorajszy dzień spędziłam częściowo u mojego drugiego ulubionego fryzjera Radka, częściowo w V&A Muzeum, częściowo chodząc z moim starym Startem wzdłuż Tamizy, częściowo w sklepach z egzotycznym jedzeniem które wieczorem próbowałam przyrządzić, a dzień zakończyłam długim gorącym prysznicem i zaśnięciem w living roomie na kanapie podczas oglądania Dziewczyny z tatuażem (i przeniesieniem się wkrótce dwa piętra wyżej do mojego cieplutkiego łóżeczka:). To już było moje drugie podejście do tego filmu i nie wiem, czy odważę się na trzecie :)


Rano lało jak z cebra. Ale zebrałam się i pojechałam do Sławka i Radka. Radek odświeżył mój look i jeśli chodzi o włosy, to już sprałam całą rudość, i jestem teraz ciemną blondynką. I podoba mi się to bardzo!

Po drodze wypiłam wodę kokosową, i sok z arbuza. To drugie - zdecydowanie lepsze.


Strasznie lało, ale postanowiłam i tak wybrać się do Victorii & Albert. Jak wysiadłam na South Kensington okazało się, że świeci słońce i jest piękna pogoda. Chciałam bardzo zobaczyć wystawę Heatherwick Studio:. Designing the Extraordinary , pokazywaną w ramach London Design Festival, którą ściągają za kilka dni. Niestety wejściówki już się skończyły.. i mam kupiony bilet na piątek na 20:00 :) Ale obejrzałam sobie dział fashion oraz dział designu. W tym pierwszym zainteresowały mnie właściwie tylko czasy współczesne. W designie- wszystko był ciekawe. O, i jeszcze zachwyciły mnie ilustracje do książek. Mała wystawa w ramach Book Illustration Awards, i prace zwycięskiej Laetitii Devernay do książki Konduktor.


absolutnie przepiękne.


Potem poszłam nad Tamizę, z moim Startem i czarno-białą kliszą, którą założyłam jeszcze w Polsce. Zrobiłam 10 fotek na podwójnej ekspozycji. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Wreszcie mogę załadować kolorową kliszę, których mam cztery, i ruszyć z projektem za który biorę się od dwóch tygodni. Pierwsze zdjęcia najprawdopodobniej już dziś :) Zacznę od znajomych, a potem zacznę poszerzać kręgi. Więcej- jak już ruszę, coby nie zapeszyć.

Jutro chłopcy wezmą do Polski 5 klisz, które zrobiłam będąc tu, małym obrazkiem, więc w ciągu tygodnia powinnam mieć wyniki. Zdjęcia które zrobiłam do tej pory to portrety ludzi, na których wpadam w Londynie; tych bliższych, i tych, z którymi rozmawiałam tylko przez chwilę. Nie mogę się doczekać, aż je zobaczę!!!



Wieczorem wróciłam do mojego przytulnego Tooting, kupiłam : okrę i bitter melon, a z bardziej angielskich specjałów samphirę i piccadilly, i jeszcze ciabatty i humus.

Okra- przyrządziłam ją najprostszym sposobem, czyli ugotowałam. Ma ciekawy ale mało wyrazisty smak, myślę że przy dobrych dodatkach i przyprawieniu może być super, więc będę z nią jeszcze eksperymentować. Jest tu do kupienia wszędzie, i jest bardzo tania.

Bitter melon- ma ciekawy wygląd i również jest tu popularny, ale albo coś skopałam, albo owoc był nieświeży, bo mimo iż postępowałam zgodnie ze wskazówkami znalezionymi w internecie, był bardzo gorzki i wylądował w koszu.

Samphire - nadmorska krzewinka :) wypróbowałam sparzoną i surową- surowa zdecydowanie lepsza. bardzo mi posmakowała, ma słonawo- kwaśny smak i jest soczysta i chrupiąca :) i jest bogata w witaminy i minerały. Samphire na pewno włączę do mojej codziennej kuchni tutaj.

Piccadilly- to angielskie pikle z warzyw (głównie kalafior, marchewka i cebula), w pikantno- kwaśnym sosie musztardowym. Chrupiące, wyraziste, i smaczne, świetne jako dodatek do czegoś o łagodniejszym smaku.

Samphire i bitter melon na talerzu wyglądają tak:



Pisałam niedawno, że ktoś zostawił zdjęcia na ścianie w moim pokoju- fotografie rodzinne. Dziwiło mnie, że komuś na nich przestało zależeć. A kilka dni temu wpadła tu drobna dziewczyna, z błaganiem, czy zachowałam może jej fotografie, czy ich nie wyrzuciłam, bo zapomniała o nich a nie wyobraża sobie ich stracić.Oczywiście nie wyrzuciłam, schowałam do szuflady. Ależ była szczęśliwa.

Zaraz jadę do miasta na lunch, a potem na korty. Gramy dziś w tenisa z chłopakami:)

Na zakończenie - jeszcze trochę Laetitii i jej Konduktor.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz