Jako niepoprawny łasuch i łakomczuch, nie mogę nacieszyć się tutejszą różnorodnością kulinarną. Chyba nigdy tyle nie jadłam w życiu, co teraz. To wszystko jest tak wspaniałe, że poświęcę temu osobną notkę :)
Przede wszystkim zakochana jestem po uszy w english breakfast. Codziennie rano zaczynam on filiżanki gorącego mleka posypanego czekoladą cadbury, a potem pożeram cały talerz angielskich specjałów, a najczęstszy skład mojego śniadania to: kiełbaska (z angielska musztardą), hush brown (coś w rodzaju placka ziemniaczanego), pieczarki z masłem, jajko na oliwie, pomidory i tosty z dżemem pomarańczowym. Do tego mięta albo rumianek. Nie mogę polubić słynnej fasolki w pomidorach. Jakoś jest dla mnie zbyt mdła.
Lunch też typowo angielski - shepards pie, jacket potato z tuńczykiem i majonezem, albo z cheddarem i dużą ilością masła- jeszcze lepiej! Scampi (homar) w panierce, albo burger, albo grillowany kurczak, dużo sałaty, ryż, frytki. Albo nie angielsko: sushi, curry, eksperymenty z tysiącem egzotycznych warzyw. Mam zapas kuskus, ryżu basmanti, soczewicy, cieciorki, i przypraw azjatyckiej kuchni których nie umiem przetłumaczyć.. i oczywiście kolendry.
Nie mogę nacieszyć się sokami - lychee, mango, guava, arbuz, mleko kokosowe. Dziś wypróbowałam miejscowy podpiwek. A z alkoholi- guiness oczywiście. Green label. Timemean - wheat również. I cidery, zwłaszcza gruszkowe. A kiedy nie mogę kupić nic miejscowego- posmakowałam też w Fosterze.
Ze słodyczy- mille-feuilles.
W lodówce mam crunchy pickle (warzywa w kostce w gęstym ciemnym kwaśnym sosie), mix pikli indyskich, raitę z miętą, humus, warzywa - piccadilly.
Na kolację jadłam dziś ciabattę z guacamole (pasta z avocado, pmidorów, lemonki i smietanki z dodatkiem chilli, czosnku, limonki i oczywiście kolendry), posypaną pokrojoną samphire, popijaną amerykańską zupą- kremem butternut squash.
A dziś byłam na zakupach, i kupiłam to:
To małe jasne nazywają garden egg, i jest to z rodziny bakłażanów. Własnie zasypałam solą na noc, żeby pozbyć się goryczy. Podobno tak trzeba.
To co wygląda jak avocado- to nie avocado, tylko guava. Czy bardzo zdrowy i smaczny owoc, spożywany najchętniej na surowo :)
Kolejny przedmiot- to pół owocu chlebowego. Podobno jest niezwykle pożywny i smakuje jak świeży chleb.
Poniżej- snake guard. Dalej - drumstick (podobno smakuje jak szparagi), oraz mooly.
A do tej pory spróbowałam jeszcze okry - okazała się bardzo smaczna. To niepozorne małe zielone warzywa przypominające kształtem wąskie papryczki. Myje się je, kroi i np. gotuje kilka minut. Ja robiłam ostatnio z pomidorami, chilli i kolendrą i była super. Podobno jest bardzo zdrowa. I bardzo popularna w wielu krajach. I niezwykle prosta w przygotowaniu, tania i uniwersalna.
Wszystko, co pokazałam na zdjęciu, będę próbować jutro, gdyż jutro mam dzień off. Napiszę wtedy, co nadaje się do jedzenia, a co musiałam wyrzucić :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz