Szkoda, bo godzinę później rozpogodziło się i zrobiła się piekna pogoda która trwa do teraz, ale że w między czasie oddałam telefon R., nie miałam się jak skontaktować z chłopakami. Ale nie zmarnowałam dnia- pojechałam połazić po Soho, odwiedziłam wystawę poświęconą Penny Slinger - fotograficzne kolaże oraz mini rzeźby. Feministyczne, kobiece, ale przemyślane, zrobiły na mnie duże wrażenie. Podobnie, jak sama galeria, która jest bardzo przyjemną przestrzenią; dwupiętrowa, do jasnej białej piwnicy prowadzą stare drewniane ciemne schody. Trochę jak na Kazimierzu :).
Penelope Slinger urodziła się w 1947 w Londynie, ale dużą część życia spędziła na Karaibach i w Ameryce Północnej. Zasłynęła jako surrealistka, głównym tematem jej prac jest kobieta i kobiecość. To bardzo bezkompromisowe- i wielowarstwowe prace. Seria, którą zobaczyłam w The Riflemaker Gallery na Beak Street, to HEAR WHAT I SAY.
Wszystkie obrazki są mocne i dosadne.
Ja osobiście (jako że nie jestem fanką związków małżeńskich;) polubiłam bardzo pracę "WED-LOCK" (1977)
Autoportret - z 1977 roku
Więcej prac Penny, z tej serii, można zobaczyć TUTAJ.
Bardzo spodobały mi się jeszcze mini-rzeźby z serii MOUTHPIECES, ale nie mogę znależć w internecie dobrej jakości zdjęć - więc wrzucę to, co sama zrobiłam. Na żywo na prawdę wygląda super.
Jest ich tam dużo więcej: usta z bananem, usta z perłą...
zwłaszcza, że są wielkości 1:1, tak mi się wydaje.
Całość jest przyjemnie zaprezentowana i oświetlona. Część kolaży znajduje się w ciemnych drewnianych skrzynkach za szkłem. Niektóre prace ujęto w szklanym regaliku. Przyjemnie patrzeć na prace, kiedy widać, że poszczególne elementy naprawdę są wycięte i przyklejone, chwilami gdzieś delikatnie odstają- czuć materialność, rękę artystki.
Cała galeria Riflemarkel jest zresztą przyjemna i przytulna.
ps. dzięki Adamowi (:*) od jutra będę miała telefon :) A dzięki Myrze (:*), będę miała rano budzik :)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz