czwartek, 27 września 2012

English Day No 37&38

Dwa dni minęły błyskawicznie.
Wczoraj- na zdjęciach i na miłym wieczorze z Adamem i Stuartem, spędziliśmy parę godzin na rozmowach w bardzo fajnym i przytulnym miejscu; z dość niefajną sytuacją na koniec (maszyna wciągnęła mi 20f, ale Adam mi pomógł i wszystko skończyło się dobrze). Wczoraj byłam też w galerii Oxo na ciekawej wystawie (mam nadzieję, że opiszę wkrótce), i spotkałam Davida. Zmienił troszkę miejsce grania. Poza tunelem nie brzmi to tak głośno. Ale dalej pięknie.

Dziś - spokojny dzień w pracy, słońce cały czas. Popołudnie spędziłam z Guillaume, włóczyliśmy się po Elephant & Castle. Czy kiedy facet pyta na trzecim spotkaniu, czy chciałabyś mieć dzieci, powinnam zacząć się bać?;)
Chcemy iść w sobotę na Salsa Party. Nie mogę się doczekać, nosi mnie, żeby się wyładować. Ale nie wiadomo czy się uda: jutro urodzinowa impreza naszej Nury. W sobotę pracujemy. Czy damy radę przetańczyć sobotnią noc- czas pokaże.

Dziś wieczorem było bardzo fajnie w moim nowym domu. Przegadałam dłuższy czas z Sebą z Argentyny, i z Harrym z Rumunii (podbiłam jego serce posiadaniem czterech płyt ZdobSiZdub na dysku), i uroczą Zeną z Pakistanu. Ustawiłyśmy się na wspólne gotowanie. Grałam też w bilarda, ale chyba nie będę mistrzem podwórka;) Jutro szykuje się tu większa impreza i nie wiem naprawdę, jak zorganizować sobie popołudnie. Zwłaszcza że jeszcze chciałam zrobić zdjęcia Germanowi i Davidowi. I że mam na 20 bilet na Heaterwicka do V&A. No, i potem urodziny. I tu.. jeszcze nie byłam tu na imprezie. A chciałabym się porządniej zintegrować.

moje dylematy.

dobranoc!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz