i dzień totalnego chilloutu wieczornego, pierwszy raz tak na prawdę, odkąd tu jestem.
Zrobiliśmy sobie z Guillaume spontaniczne nocne zwiedzanie. Poczułam, jak brakuje mi po prostu przegadać z kimś kilka godzin. Ostatnio nie miałam ku temu wielu okazji.
Z pozytywną energią kładę się spać. Znów zapomniałam kupić poduszki, ale Myra pożyczyła mi swoją.
Zastanawiam się teraz, co zrobić z weekendem. Zostać w mieszkaniu i się integrować, korzystając z wolnej niedzieli... czy iść potańczyć z Guillaume na noc salsy do latino-klubu?? Obie opcje są strasznie kuszące. Nie wiem... :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz