wtorek, 18 września 2012

English Day No 29

Dziś dzień pracy w miłej i luźnej atmosferze,
i dzień totalnego chilloutu wieczornego, pierwszy raz tak na prawdę, odkąd tu jestem.

Zrobiliśmy sobie z Guillaume spontaniczne nocne zwiedzanie. Poczułam, jak brakuje mi po prostu przegadać z kimś kilka godzin. Ostatnio nie miałam ku temu wielu okazji.

 niewinne początki na dachu Queen Elizabeth Hall

 super miejscówa na Waterloo!


 Guillaume

 nazwa doskonała :)

 wątpliwej jakości lokal Charlie Chaplin na  Elephant&Castle

Guillaume jest z Lyon, skończył chemiobiologię (czy coś podobnego), ale nie chce jeszcze pracować w zawodzie, chce pozwiedzać świat zanim zamknie się w laboratorium. I tak oto przyjechał do Londynu, zobaczyć co się stanie. Trochę jak ja.

Z pozytywną energią kładę się spać. Znów zapomniałam kupić poduszki, ale Myra pożyczyła mi swoją.

Zastanawiam się teraz, co zrobić z weekendem. Zostać w mieszkaniu i się integrować, korzystając z wolnej niedzieli... czy iść potańczyć z Guillaume na noc salsy do latino-klubu?? Obie opcje są strasznie kuszące. Nie wiem... :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz