Zrobiłam zakupy (stylowy zeszycik, seledynowe spodnie, baterie do aparatu:), byłam w London Brigdge, zobaczyłam wystawę fotografii i malarstwa Paula Whiteheada w Menier Gallery (w byłej fabryce czekolady:). Podobały mi się jego niektóre prace, zwłaszcza kolorowe szkice z okolic Brough Market, oraz fotograficzne portrety. Abstrakcje również przypadły do gustu. Sam artysta- bardzo sympatyczny mężczyzna, chętnie opowiadający o swojej pracy. Przyjmuje gości suto zastawionym stołem, pełnym zimnych przekąsek i wina musującego, mimo że wernisaż odbył się kilka dni temu. Lecz patrząc na ilość sprzedanych prac- z pewnością mu się to zwróci :)


Wieczór spędziłam na walce z komputerem: staram się założyć konto na polecanym przez K. serwisie LINKEDIN, ale kilkukrotne problemy przy załadowywaniu CV skutecznie uniemożliwiają mi sfinalizowanie czynności. Staram się również założyć konto w ELANCE, poleconym mi przez pewnego młodego boliwijskiego studenta poznanego na lotnisku- ale tu wyskakują mi jakieś dziwne uprzedzenia co do płatności- chyba już nie mam na to siły, zgłębię jutro - ktoś zna ten serwis??, rozkminiamy też online z Arkiem sens życia i tworzenia, - z mojej strony, póki co - bez większych sukcesów - ale to DZIŚ! A sukcesy zaczną się od jutra:)
Jutro bowiem spędzam caaały dzień z W., za którym szczerze się stęskniłam, i którego nieposkromiona radosna energia pozwoli mi jeszcze intensywniej zdobywać świat. A także spotkanie z S, który.. robi lody nad Tamizą:) Więc jutro dzień aklimatyzacji, szukania inspiracji.. i poznawania wroga;)
A póki co powalczę jeszcze trochę z programami i formatami- przygotowałam dziś materiał na małe multimedium za pomocą telefonu komórkowego, które montuję na swoim poczciwym laptopku. I tu raz jeszcze podziękowania dla Arka, który w ramach swojego pięknego projektu CHĘTNIE POMOGĘ odnalazł dla mnie w odmętach sieci programik PazeraFree, niezbędny do zrealizowania multimedialnego planu.
Mam tez nie multimedialne plany. Parę pocztówek, gazety do cięcia, klej, nożyczki. Zeszyt.
A także cztery aparaty. Dwa analogi, cyfra, i telefon!
Jednakże odwiedziłam dziś zakład fotograficzny w pobliskim Croydon i na wywoływanie klisz w UK chyba PÓKI CO mnie nie stać.. Ceny są powalające.
Więc szybko do tego miejsca nie powrócę. Mimo, iż obsługa- bardzo miła. I mają klisze 120stki FUJI! Nawet nie wiedziałam, że są takie w produkcji.
Na szczęście, wzięłam zapas negatywów z Polski. Na jakiś czas starczy:)
Upadam spać! Do jutra..:)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz