sobota, 25 sierpnia 2012

English Evening No 3

Po wyjściu z Galerii udaliśmy się do niedalekiego sklepu, kupić obiado-kolację, czyli sushi, ciabattę i humus, chłopaki wzięli jakieś kanapki i ciastka z syropem klonowym, jakieś guinessy i cidery, i udaliśmy się po S., by siąść nad Tamizą i posłuchać grających tam muzyków z całego świata.

W międzyczasie W. załatwił mi przez telefon pierwszą szybką fuchę na weekend, czyli - jutro i pojutrze pracujemy razem na Notting Hill Festival. Prócz tego dowiedziałam się wszystkiego o zakładaniu tu konta bankowego, legalnego zatrudnienia, miejsc gdzie warto na początek zanieść CV, troszkę o miejscowych sieciach komórkowych. Kupiliśmy po kolejnym napoju chłodzącym, lunął deszcz, ale i tak było bardzo fajnie, wchodziliśmy do zatłoczonych pubów i czułam, że dobrze by mi było, gdybym miała okazję popracować w którym z nich. Przypomniały mi się dobre czasy Imbiru.

Poznałam nad Tamizą młodego malarza z Wenezueli. Nazywa się German Zwanik, ma wystawę gdzieś na lewym brzegu i ma mi wysłać dokładny adres galerii; sprzedaje swoje prace na deptaku, i robi na przykład takie rzeczy:

Jest tam często, więc pewnie jeszcze się spotkamy. Chciałabym go sportretować w jakiś milszych warunkach atmosferycznych.

Lubię Tamizę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz