wtorek, 15 stycznia 2013

Nowy Rok

Cóż przyniósł Nowy Rok?

Na samym początku miałam plan: lecieć do Islandii w marcu.

Teraz wygląda na to, że nie pojadę jednak, bo w pracy zaczynają rysować się szanse na kontrakt i podwyżkę, więc plany islandzkie odkładam na razie.. ale nie na zawsze! To plan Be- na wypadek nie wypalenia planów tutejszych zawodowych. Lub na przyszły rok - jakkolwiek dobrze mi nie będzie w Londynie, zwolnić będzie się trzeba z The Photographers' Gallery w wakacje, bo Syberia w sierpniu. Więc od września znów będę wolna i mogę jechać gdzie tylko mi się zachce.

W Galerii dobrze, bardzo dobrze. Lubię wstawać rano i jechać do pracy. I mnóstwo dziać się będzie teraz po godzinach. Trwa zmiana ekspozycji, szykują się trzy nowe wystawy. Wernisaż dla zaproszonych gości, na którym zresztą będę miała przyjemność się znaleźć, jest w czwartek wieczorem. Oglądać można od piątku, 18tego. Więc zaczyna się sezon nowych spotkań, dyskusji, wieczorów filmowych i sygnowania książek.

Moje życie uspokoiło się, nabrało rytmu. Czuję się już pewniej i bardziej domowo, niż jeszcze miesiąc temu. Zniknęły lęki o niewiadome. Pracuję, ale nie przepracowuje się. Objadam się pysznym jedzeniem z galeryjnej kawiarni, wzbogacam biblioteczkę magazynami i albumami- najszczęśliwsza jestem z zakupu Stephena Gilla Coexistence, piękne wydanie. Chodzę raz- dwa razy w tygodniu na siłownię i basen, do sauny i na jacuzzi, jestem zdrowa i coraz silniejsza;) Dalej współpracuję z Saco Hair i nowe włoski czekają mnie 24tego lutego.

I odwiedzam systematycznie wszystkie większe foto wystawy, o jakich udaje mnie się dowiedzieć. Więc ponownie polecić mogę, między innymi, fantastyczne ekspozycje w Barbican Center ("Everything was moving"), w Tate Modern (Klein i Moriyama), National Portrait Gallery (Taylor Wessing Photographic Portrait Prize), dwie wystawy w Sommerset House (Tim Walker oraz Henri Cartier- Bresson i inni), Saatchi z rosyjskś fotogrfią, a wczoraj byłam w V&A na Middle East New Photogtaphy, która nie jest zbyt duża ale zawiera bardzo różnorodny materiał. Zostało mi jeszcze Seduced By Art do National Gallery. I niedługo- wystawy które wkrótce będą otwarte, na London Art Fair na przykład. Milion inspiracji.

Za dwa tygodnie jadę po Polski. Dwa dni w Częstochowie, dwa dni Krakowie. Mało!!! Próbuję poukładać jakoś to wszystko, żeby załatwić sprawy oficjalne, i żeby spotkać przyjaciół na których mi zależy. Nie mogę się doczekać.

Na luty planuję Paryż. I Circulation(s) Festival. I co się jeszcze uda upchać w grafik.

Próbuję zebrać się wreszcie i zacząć prowadzić porządny blog o tym, co widzę i czytam na obczyźnie. Bardziej fotograficznie, bardziej krytycznie. Zacznę może nawet dziś, a wszytko to mam zamiar wrzucać na http://blogsiedleckiej.blogspot.co.uk/.

Więc, póki co, plany do końca lutego.

A, no i na tango się zapisuję! Argentyńskie tango. Będę tańczyć pięknie.

Wow, chciałam tylko krótkie podsumowanie napisać, a wyszło całkiem sporo. Noworocznie w końcu, to musi być sporo. Nie? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz